Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
środa, 05 lipca 2017
Rowy 2017

W tym roku nie w lipcu ale już w czerwcu zdecydowaliśmy z Myszą o wyjeździe nad morze. Padło na Rowy bo wyjazd do Łeby okazał się nieporozumieniem. Pisałem o tym w poprzednim poście. Wspólnie z nami pojechał Cezar. Rowy poza sezonem to maleńka mieścina, którą zamieszkuje kilkanaście osób. My przyjechaliśmy 11 czerwca. To taki prolog sezonu, przedbieg. Kolejne spacery tu i tam pozwoliły nam ustalić, że w przerażającej większości aktualni letnicy to emeryci ze swoimi wnukami. Tak, to chyba zrozumiałe, bo trwa jeszcze rok szkolny, więc nie ma młodzieży. Standardowo uważa się, że wakacje to lipiec i sierpień, więc i dorośli także nieobecni. Super. Wprawdzie  połowa punktów handlowych jeszcze nieotwarta, a dookoła prace budowlano montażowe, ale ma to też plus taki, że nigdzie nie ma tłoku, w lokalach puste stoliki i szczęśliwa obsługa, że wreszcie przyszedł klient. Plaże puste po horyzont. W czasie urlopu mieliśmy  długi weekend czerwcowy z Bożym Ciałem. Dopisała pogoda i na te cztery dni trochę ludzi dodatkowo dojechało. Delikatesy przy moście, gdzie kiedyś  ze Szczypiorkiem zrobiliśmy zakupy jeszcze nieczynne. Kilka okolicznych sklepów i sklepików również zamknięte. Dobrze zaopatrzony Dino - byliśmy w nim kilkakrotnie. Bułeczki cieplutkie,  chleb świeży,  dobre wędliny i niezły wybór warzyw i owoców. Ponadto różne produkty jak wszędzie. Ceny normalne. Promocje jak najbardziej.

obraz z kamery w porcie w Rowach

Noclegi mieliśmy w wynajętym dwupoziomowym apartamencie(ciku) Opis pensjonatu: budynek murowany, piętrowy, ocieplony, zdaje się nowy, podzielony na dwie części: jedna o powierzchni 60m2, druga 40m2. Nam przypadła ta mniejsza. Na parterze  salon z telewizorem 32 całe, telewizja satelitarna nc plus, dwa stołeczki, stolik i kanapa. Duże okno z widokiem na południe na taras i trawnik. Mały aneks kuchenny z wyposażeniem: lodówka,  mikrofalówka,  kuchenka indukcyjna jednopalnikowa, czajnik elektryczny.  Szafki z  szufladami, a na nich blat kuchenny ze zlewozmywakiem. Do dyspozycji podstawowe naczynia, garnki i kubki, sztućce. Nieduża łazienka z natryskiem, na ścianie wielki bojler do podgrzewania wody do kąpieli i zmywania, sedes, lustro, półeczka na drobiazgi kosmetyczne, mop, żelazko Obok drzwi do łazienki pierwszy stopień kręconych drewnianych schodów na I piętro, gdzie są dwie sypialnie. Trochę  słaby rozkład, bo główna sypialnia  nieoddzielona od schodów. Obok dwuosobowego dużego łóżka spora dwudrzwiowa szafa i wieszak. W zamykanym pokoju z balkonem dwa jednoosobowe łóżka. Schody strome i trudne do poknania, stopnie wąskie różnych kształtów. Miałem cały czas pietra, szczególnie przy schodzeniu. Do dyspozycji leżaki plażowe, parawan, wielki koc. Na posesji za zamykaną bramą miejsce postoju dla dwóch  aut.

Ceny: czereśnie - 40zł za 1kg. Rurka z bitą śmietaną na promenadzie w Ustce - 3,50  zł za sztukę. 

Gastronomia.  Odwiedziliśmy trzy miejsca. Smażalnia Ryb "U Macieja", gdzie podano nam bardzo dobrego tatara z łososia, smażonego dorsza z frytkami i surówką oraz  śledzia po kaszubsku  w occie. Restauracja Chłopska, którą  aktualnie rządzi Włoch i lokal ma nazwę "Mario's Pizzeria". Tu zjedliśmy prawdziwą  pizzę capricioze, innym razem schabowego z ziemniakami i surówką (ja) i tagiatellę w czerwonym winie z krewetkami  (Mysz). Tamże jedliśmy również  naleśniki. Kawałki kurczaka w sosie pieczarkowym oraz dorsz ze szpinakiem.

Obraz z kamery w Porcie w Ustce

W Ustce odwiedziliśmy "Ustecką Syrenkę", którą przeobraziła Magda Gessler w Kuchennych Rewolucjach. Wcześniej był to lokal pt. Obiadki domowe. Zamówiliśmy tatara z łososia, dorsza zapiekanego z borowikami i gołąbka z dorsza. Wszystko bardzo smaczne. Ceny umiarkowane. Dodatki typu frytki, ziemniaki, surówką, piwo tworzą łącznie kwotę dodatkowego dania. Trochę nas to zaskoczyło.

Liczne spacery. Najdłuższy 18 km z Rowów do Poddąbia. Byliśmy też w Dębinie i poszliśmy w stronę Smołdzina.

Xylonyt w Rowach

Rowerem = kilka razy pojechałem tu i ówdzie. Łącznie kilometrów = 156,9. Zaliczone: Rowy, Ustka, Smołdzino, Poddąbie, Czołpino. Szczegóły w tabelce.

 

piątek, 02 czerwca 2017
Łeba 2017 - nie jedźcie tam!

Coś mi padło na czaszkę! W ubiegłym roku, we wrześniu jeszcze zarezerwowałem pokój z klimatyzacją o podwyższonym komforcie w Łebie. Zaraz potem obiekt pobrał zaliczkę w kwocie 130 zł, która przepada w razie odwołania rezerwacji lub nieprzyjechania na miejsce. Obiekt z basenem, niedaleko morza, w centrum kurortu, w dużej bliskości licznych obiektów gastronomicznych. Port, falochron, nieopodal fokarium, latarnia Stilo i dwa jeziora. No cud i miód na zgorzkniałe życie.

W miarę zbliżania się wyjazdu zaczęły się schody. Mysz zdecydowała, że musi z nami pojechać Cezario. Napisałem do obiektu zapytanie, czy będzie mógł z nami przyjechać mały kotek. Jak najbardziej tak, zwierzęta są akceptowane. Opłata 20 zł za dobę. Dwa tygodnie to prawie 300 zł. Przy koszcie 2280 za pokój te trzy stówy dodatkowo jakoś miałem przełknąć.

Dziś okazało się, że Miasto Łeba wprowadza od tego roku płatne parkowanie w mieście. Opłaty będą wnoszone w parkomacie. Ponieważ moja rezerwacja znalazła się w obszarze płatnego parkowania to powinienem doliczyć kolejne 300 zł lub zostawić auto na rogatkach miasta i dalej dobrnąć pieszo. To istna kpina!!! Ludzie! Jeżeli jeszcze możecie zmienić swą decyzję odnośnie wyjazdu nad morze to zrezygnujcie z Łeby! Nie jedźcie tam! Opłaty klimatyczne, które też wpływają do kasy miasta już nie wystarczają. Są to tylko 2 zł od osoby, ale 2 zł x 2 osoby x 14 dni = 56 zł. To też nie mało! 

Zrezygnowałem z Łeby. Zaliczka przepadła. Nie było innego wyjścia. Wynająłem dwupoziomowy segment w Rowach. Łącznie prawie 1000 zł taniej. Aneks kuchenny, dwa pokoje, taras, łazienka, telewizja, wifi, podstawowe urządzenia i naczynia kuchenne: czajnik, mikrofala, lodówka i kuchnia indukcyjna. Leśna otulina i brak betonu. Do morza 200 merów bliżej. Kot za darmo, parking na posesji za zamykaną bramą. Jest różnica? Jest!!! Nie warto przepłacać. Nie jedźcie do Łeby!

sobota, 23 lipca 2016
hity i nity Bałtyku 2016

Operacja Bałtyk 2016 zakończona. Termin: 08 - 18 lipca. Baza główna: Władysławowo. Zaliczone miejscowości: Sopot, Hel, Krokowa, Jurata, Władysławowo, Chałupy. Ilość dni deszczowych - 1; ilość dni plażowych - 3. Włochaty hit Operacji - Kapselek. Operacja minęła pod znakiem dorsza. Ta ryba była najczęściej zamawiana na obiad.

Wyjazd do Helu.

Zdecydowanie należy jechać tam pociągiem. Przemawia za tym brak korków i nie trzeba się martwić, gdzie na Helu pozostawić auto. Ruch samochodowy po Półwyspie Helskim jest utrudniony w znacznej mierze ze względu na ogromną ilość samochodów i słabą przepustowość. W drodze powrotnej korek przy zjeździe z półwyspu zaczynał się w Chałupach. Pociągiem jedzie się ok. 50 minut. To dlatego, że jest tylko jeden tor i pociągi muszą jakoś się mijać. No i wiadomo kolej mamy nie za szybką. Jakoś jednak daliśmy radę. Z Władysławowa do Helu jechaliśmy pociągiem "Słoneczny Patrol" z Bydgoszczy (Operator Arriva; ceny wyższe od PKP, opóźnienie standardowe, jak to w Polsce). Powrót Przewozami Regionalnymi (w miarę czysto). Chcieliśmy wracać w wagonie piętrowym, ale akurat tego składu nie było.

Marsze wszelakie

Bardzo dużo spacerowaliśmy. Niektóre spacery były bez wyboru. Z naszej bazy na plażę najkrótszy dystans to 2,3 km. Jak nie chcieliśmy jechać samochodem, to już tam i z powrotem to prawie 5 kilometrów. Po plaży - brzegiem morza - też maszerowaliśmy dziarsko. To ma jednak swój wspaniały urok: woda, fale, miękki piaseczek pod gołymi stopami, ciepło, wietrznie - nic tylko iść i iść. Tak robiliśmy po 3 - 4 kilometry. No i potem trzeba wrócić, czyli mamy 6 - 8 kilometrów. 

Jurata 2016

W czasie tegorocznej operacji Bałtyk jedno przedpołudnie poświęciłem na rowerowe odwiedzenie Juraty. 13 lipca 2016 odwiozłem Galopkiem Mysz na plażę do Chałup, a sam wyjętym z niego rowerem Kands pojechałem ścieżką rowerową na wschód wzdłuż Zatoki. Zamiar odległościowy przewidywał 50 kilometrów. Początkowo wydawało mi się, że wystarczy dojechać do Jastarni i już będzie półmetek dzienny, ale niestety dla osiągnięcia celu tegoż etapu musiałem zajechać aż za Juratę. W pewnym momencie zaświtało mi, żeby może dołożyć jeszcze kilka kilosów (bodajże 7) i dojechać do Polomarketu w Helu. Miałbym wtedy zaliczony cały Półwysep Helski po raz czwarty. [Pierwszy raz był w dniu 08-08-2012. Drugi raz dnia 31-07-2013. Trzeci raz w dniu 08-07-2014]. No ale tak się nie stało! :(  W Juracie trochę pokropił deszcz. Zaraz więc zawróciłem i już jadąc pod wiatr dobrnąłem szczęśliwe do Władysławowa, gdzie czekał na mnie Galopek. Efektem jest dystans 50,95 km. Czas jazdy 2h 40 min 29 sek. Średnia ruchu 19,0 km/h. Średnia trasy 18,3 km/h (03:08 min/km); prędkość maksymalna = 32,40 km/h

Jurata 2016 50,95 km

 

urlopowy dorsz 2016

Tegoroczny urlop był pod znakiem dorsza. Postanowiliśmy z Myszą, że codziennie na obiad będzie ryba. Tylko raz zrobiliśmy inaczej – skonsumowaliśmy kurczaka z grilla [Całkiem dorzeczny!  Za 20zł we Władysławowie na ul. Hallera w Pizza Max]. Odwiedziliśmy kilka lokali, które oferowały filet z dorsza. W Helu była to Restauracja Armada; we Władysławowie Smażalnia Klipper U Golli (byliśmy tu 2 razy); we Władysławowie także – Smażalnia Ryb Pikling przy Portowej 2 oraz Restauracja Pałacu w Krokowej. Każde zamówienie obejmowało także dodatki: surówki, frytki, warzywa, ziemniaki, itd. Cenami nie będę się zajmować. Przyczyna jest prosta: polskie morze gości turystów przez kilkadziesiąt dni w roku, więc trzeba jakoś zarobić na te pozostałe kilkaset. Według Myszy najlepszego dorsza podano nam w Smażalni Klipper we Władysławowie, najgorszego w Smażalni Ryb Pikling we Władysławowie. Moim zdaniem najsmaczniejszy dorsz był w Helu w Armadzie, a najgorszy w Pikling’u. Jeśli chodzi o dorsza w Pałacu w Krokowej to owszem był smaczny, ale ilość dodatków (uszczknięty brokuł, kawałeczek kalafiora i siedem zielonych groszków) była oszałamiająco znikoma; bardzo dobre były tam ziemniaki z wody z koperkiem i masełkiem.

Armada i najlepszy dorsz na Helu

Miejsce pierwsze: dorsz z Armady w Helu. Świeżutki, chrupiąco wysmażony. Bardzo smaczne surówki. Miła i szybka obsługa. Gorąco polecamy. 

taki sobie dorsz w Krokowej

najgorszy dorsz Operacji Bałtyk 2016

Ostatnie miejsce w naszym dorszowym rankingu: dorsz ze Smażalni Pikling (cieknący starym tłuszczem - może był odgrzewany?) Frytki zimne, surówki niesmaczne i kwaśne. Nie polecamy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Archiwum