Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
piątek, 17 marca 2017
co powie kot?
Kot Ci powie:
Myszy łowie!
Bo mu w głowie
Tylko zdrowie.
wtorek, 14 marca 2017
hangery i stendapy

Proszę o usunięcie poprzyklejanych naklejek i hangerów, a stendapy przesunąć w stronę okna.

poniedziałek, 27 lutego 2017
Kocia Mowa
Kocia mowa jest tajemna,
Nawet gdybyś bardzo chciał,
Ona dziwna jest i zmienna,
A zrozumiesz tylko miau.
Co oznacza ogon w górze?
Czyżbyś ten obrazek znał?
Rzeknij kotu "ja ci służę"
On odpowie krótkim miau.
A gdy kot zmęczony padnie,
Cały dzień po domu gnał,
Ty go nakarm, ułóż ładnie.
Podziękuje wdzięcznym miau.
Inna sprawa to mruczenie!
Choćby kot głęboko spał,
Gdy go wołasz na jedzenie
On ci powie swoje miau.
Miau - gdy krótkie - to nie wzruszy!
Niech by każdy siłę miał
Tak nadstawiać swoje uszy
By zrozumieć kocie miau!
wtorek, 21 lutego 2017
Dom Wczasowy Na Szczycie w Zębie

dzień trzeci 06-02-2017 

Rano jeszcze w Montenero jemy śniadanie. Dzisiaj góry nieco się odsłoniły. Tak siadamy w jadalni, żeby mieć dobry widok na Tatry. Z pokoju robię także kilka fotek. Na spokojnie się pakujemy i opuszczamy SPA Montenero (nigdy tu więcej nie przyjedziemy i nie polecamy nikomu). Kierujemy się na Łysą Polanę, żeby w Ośrodku Harcerskim na Głodówce zaparkować na chwilę i popatrzeć na przepiękną panoramę Tatr. Chmury jeszcze trochę się podnoszą do góry i można co nieco zobaczyć. Obchodzimy ośrodek dookoła i przypominają mi się dawne chwile z Harcerstwa, kiedy właśnie na Głodówkę przyjeżdżałem na narady, seminaria i spotkania. Pierwszy raz byłem tutaj jesienią 1977 roku, czyli prawie 40 lat temu. To było seminarium drużynowych mistrzowskich drużyn zuchowych Chorągwi Łódzkiej ZHP. Kierownikiem Wydziału Zuchów w KChŁ był wówczas hm. Mirosław Kokoszko. Kilkudniowy pobyt w ośrodku bardzo mi się wtedy podobał. Byłem tam później wielokrotnie i za każdym razem chciałem przyjechać ponownie. Tym razem wspólnie z Myszką. Poszliśmy na krótki spacer w stronę Łysej Polany, ale nie za daleko bo mróz spory i zimno. Z Głodówki przejeżdżamy do Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie na obiad zaprasza nas Magda Gessler. Jest tam firmowane przez nią "Schronisko Smaków" - lokal prosty, krótkie menu, "otwarta" kuchnia i wyborne jedzenie. Smakowite są też dodatki. Mysz zamawia herbatę góralską z konfiturą z pomarańczy i wiśniówką. Zarówno wiśniówka bardzo smaczna, jak i konfitura pychotna. Nie jesteśmy specjalnie głodni więc pomijamy zupy. Mysz zamawia stek z polędwicy wołowej do samodzielnego wysmażenia na gorącym kamieniu i do tego kaszę pęczak z leśnymi grzybami. Ja proszę o schab z kością z pieca, karmelizowaną szalotką i marynowaną gruszką. Jedzenie świeżutkie i bardzo smaczne. Można podglądać jak kucharze pracują przy czarowaniu swych potraw. Z kuchni dobiegają jakieś obcojęzyczne zdania. Kelnerka zapytana skąd te teksty, odpowiada że są kucharze zagraniczni (nawet z dalekiej Hiszpanii). Wszystko po to, by kuchnia mogła wygenerować najlepsze dania. Oceniamy je naprawdę wysoko. Żegnamy się ze Schroniskiem Smaków nie wiedząc, że już pojutrze przyjedziemy tutaj ponownie. Wsiadamy w autko i przez Poronin jedziemy do Zębu. Im dalej od Poronina tym wyżej, cały czas jedziemy pod górę. Im wyżej tym chłodniej. Miedzy Poroninem a Zębem różnica temperatury wyniesie -6°C. W naszym nowym miejscu jesteśmy nieco wcześniej niż można, ale uprzejma Pani Właścicielka nie widzi żadnego problemu żeby nas od razu zakwaterować. Dostajemy pokój na drugim piętrze, bez balkonu i bez Tatr za oknem (mamy pokój po przeciwnej stronie), ale nie ma to i tak żadnego znaczenia bo przez wszystkie trzy doby będzie strasznie gęsta mgła i silny mróz. Jak to później powiem: "Mgła tak gęsta, że radary przestawały się kręcić, a mróz tak silny, że nocą termometr pukał w szybę za oknem, żeby go wpuścić do pokoju". Kilka słów o Domu Na Szczycie: obiekt nowy, nowoczesny, czysto, pachnąco. Na każdym piętrze szeroki, dobrze wyposażony aneks kuchenny z jadalnią, telewizorem i wieloma sprzętami AGD. Nie jesteśmy głodni. Zjadamy kanapki. Do tego piwo i telewizornia. Jest bosko. Acha! Łazienka czyściutka i nowoczesna, z natryskiem, sedesem i umywalką. Czujemy się komfortowo.

dzień czwarty 07-02-2017 

Pobudka o ósmej z minutami. Śniadanko od 9:00. Szwedzki stół, a na nim cieniutko pokrojone wędliny, sery, pomidory, ogórki, kilka rodzajów pieczywa pszennego i żytniego, kiełbaski zapiekane z serem na gorąco, kawa, herbata, mleko. Stały nadzór Szefowej - gdy tylko coś zaczyna się kończyć na talerzu natychmiast donosi pełny kolejny. Do tego wszystkiego jogurty smakowe i owoce: kiwi, mandarynki i banany. Zjadamy obfity posiłek, po czym spinamy troki i ubrani na trudne warunki zimowe wyruszamy pieszo trasą na Gubałówkę 1123 m. npm. Z bazy do górnej stacji kolei linowej mamy 3km z haczykiem. Maszerujemy dziarsko. Mróz. Wszystko w szadzi. Gór nie widać, ale za to drzewa, płoty, domy, znaki wyglądają jak w bajce. Widoczność w ogóle jest słaba. Myślę, żeby gdzieś nie przeoczyć Myszy. Dochodzimy do stacji kolei linowej na Gubałówce. Nabywam dwa bilety tam i z powrotem (2 x 23 zł) i wsiadamy do wagoniku. Chwilę później jesteśmy już w Zakopanym, a po kolejnej drepczemy po Krupówkach. W czasie przygotowań do operacji AN50 podglądałem Krupówki z kamer internetowych. Przechodzi mi teraz przez myśl, żeby dotrzeć tego miejsca, na które patrzy kamera wysyłająca obraz do Internetu, by się zobaczyć w niej i zrobić screen shota na smartfonie. Udaje nam się dotrzeć do niego, ale Mysz się rozzłoszcza, że to żadna atrakcja. Dodatkowo zmarzły nam stopy, nogi i dłonie. Udajemy się do Harnasiowej Chaty na grzańca. Siadamy przy rozpalonym kominku i wkrótce robi nam się cieplutko. Gdy już dusza nasycona alkoholem a stopy nieco odtajały wyruszamy dalej. Łażenia sporo, ale żeby było jakoś rewelacyjnie powiedzieć nie można. Odwiedzamy Obrochtówkę, gdzie Mysz zamawia kwaśnicę a ja żur z jajkiem. Wracamy na Krupówki, po krótkim marszu fundujemy sobie rurki z bitą śmietaną, ale są bardzo oszukane - w większej części bez nadzienia... Zwiedzamy pasaż handlowy Fashion Street Krupówki 29 i nieco głodni zaglądamy do Gospody Podkowa. Siedzimy ze 20 minut po zamówieniu piwa i nikt do nas nie podchodzi z obsługi :(  Rezygnujemy z zamówienia posiłku, a google podpowiadają nam, żeby odwiedzić Owczarnię. Mysz zamawia jakąś baraninę, ale jest niesmaczna. Ja biorę schabowego z zapieczonym serem żółtym - nawet zjadliwe.  Wieczorem mróz tężeje, wzmaga się mgła, wszystko jeszcze bardziej pokrywa się szadzią. Bajka!! Wjeżdżamy kolejką linową na Gubałówkę i czekamy na zielony autobus komunikacji miejskiej, który dowozi nas do bazy. w Zębie. W ciepłym przytulnym pokoju popijamy piwo i oglądamy telewizję.

dzień piąty 08-02-2017 

W nocy było minus 20°C. Termometr, który był za oknem puka w szybę, żeby go wpuścić do pokoju, bo zamarzł całkowicie. Mgła tak gęsta, że radary przestają się obracać. Szadź - po kilkaset kilogramów na wszystkim. Wyglądamy przez okno, ale za szybą nic nie ma - bezgraniczna biel i rozlane zamarznięte mleko. Powolutku więc, dając czas dniu na ocieplenie klimatu, szykujemy się do śniadanka. Dziś Dom Wczasowy "na Szczycie" serwuje naleśniki z serem, które są wyśmienite - takich jeszcze nie jadłem, są tak dobre, jak te które smaży Mysz. Do tego wszystkiego innego jadła w nieograniczonych ilościach i wyborze. Dobra kawa z mlekiem. Biesiadujemy przy tym śniadaniu długo. Kolejnym etapem operacji AN50 jest marsz w góry. Już wcześniej zdecydowaliśmy o dotarciu z Jaszczurówki do Polany Olczyskiej [zielonym szlakiem ca. 50 minut]. Do Jaszczurówki przejeżdżamy Fasolą, którą zostawiamy na parkingu przed Kaplicą NSPJ. Tego dnia nie ma poboru opłat za wstęp do TPN - budka zamknięta na 3 spusty. Maszerujemy dzielnie aż do celu, który sobie wyznaczyliśmy. Szlak silnie zaśnieżony, miejscami oblodzony. Woda w strumyku płynie wartko, znikając w kilku miejscach pod lodem. Temperatura minus 7°C. Cykamy kilkadziesiąt fotek. Przeuroczo ośnieżone drzewa. Wracamy do samochodu schłodzeni z lekka. Mysz nawet bardziej. Na obiadek jedziemy ponownie do Bukowiny Tatrzańskiej do Schroniska Smaków Magdy Gessler. Mysz zamawia polędwiczki wieprzowe a ja pierśkę z kurczaka - przepyszne. Obok ronda w Bukowinie na straganie u górala kupujemy sery kozie i inne produkty mleczne, w tym sznurówki. To dla A-Teamu, który spodziewa się już jutro naszego powrotu.

dzień szósty 09-02-2017 

Dziś odjeżdżamy. Wiatr rozwiał mgłę troszkę. Wreszcie trochę odsłoniły się Tatry.

Giewont 09-02-2017

/kliknij zdjęcie przy przejść do galerii AN50/

Wracamy do domu. Korków nie ma. Jedzie się bardzo dobrze. AN50 zakończona - jesteśmy bardzo szczęśliwi.

10:07, xylonyt , AN50
Link Dodaj komentarz »
Atak Klonów
  • Nie przełączaj tego teraz! Będą Gwiezdne Wojny i Atak Klonów. Może obejrzymy?
  • No i co jeszcze?
  • A wyobraź sobie, jakby tak mnie sklonowali...
  • Qrwa.......!!! Nie dam rady, moja wyobraźnia nie sięga aż tak daleko.
Archiwum