Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
poniedziałek, 26 lutego 2018
kotek Miodzik
W małym domku, blisko Łodzi,
Mieszka czarny kotek Miodzik.
Skąd to imię? – zapytacie.
Miodzik imię ma po Tacie.
Jego Tata - kocur duży -
Ciągle w jakiejś był podróży.
Lubił kolej, długie trasy,
W łapce bilet pierwszej klasy.
Jego Mama, zacna kicia,
Porządnisia, subtelnisia.
Gdy spotkała pana Mioda
Była jeszcze bardzo młoda.
Choć to Miodek źle ocenił
Byli sobie przeznaczeni.
No i zawsze, mówiąc „śluby”
O obrączce myślał gruby.
Wkrótce potem tłum włochatych
Przyszedł do ich nowej chaty,
Żeby wspólnie - czyli razem
Być małżeństwa ich wyrazem.
Wśród tych maleństw właśnie Miodzik
Miauczy głośno od narodzin.
Nie wystarcza dnia, miesiąca
By utulić tego brzdąca.
Miodzik dzieci rozwesela,
Wszystkim uśmiech się udziela.
Czy to chłopczyk, czy dziewczynka
Przy Miodziku zgrywna minka.
środa, 21 lutego 2018
dobre nowiny

Dziś nie było innej treści, 

Więc takiego newsa wrzucę,

Płyną z Dołu dobre wieści:

Będzie wkrótce drugi Wnuczek

21:20, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lutego 2018
Minizimowisko

Od piątku relaksujemy się w naszej leśnej rezydencji. Trochę śniegu, lekki mróz, pobudka ok. 9:00; kąpiele we własnym SPA - takie minizimowisko. 

Zima 2018

10:36, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 stycznia 2018
Awaria napędu

Wydaje się jakby wczoraj, a to już ponad dwa lata, jak wymieniłem łańcuch, kasetę i koło zębate.  Dokładnie było to w listopadzie 2015 roku. Pisałem o tym tak >>> Poprzednia  wymiana miała miejsce w Kołobrzegu, także dwa lata wcześniej. Według prowadzonych statystyk i obliczeń elementy układu napędowego wytrzymują około 8000 kilometrów [wg pana Andrzeja z mojego serwisu rowerowego to i tak nieźle :) ]

niedziela, 21 stycznia 2018
Friderike i wiśnia sąsiada

W czwartek 18 stycznia 2018 wychodzę spokojnie z pracy, a tu jak nie zawieje, jak nie zacznie sypać śniegiem! I to z południa! Prosto w oczy. Dokładnie mi w twarz. Nagły spadek ciśnienia, wielkie czarne chmurska i lekki mróz. Nic to dla mnie. Siadam na siodełku i kręcę pedałami, by jak najszybciej dotrzeć do domu. Po chwili zamieniam się w bałwana - tak bardzo jestem ośnieżony. Oczy muszę mrużyć, bo wielkie płatki śniegu co rusz lądują na mojej twarzy. Wkrótce zaczynam czuć chłód w palcach u rąk. Zdecydowanie bardziej marznie mi ręka prawa. W połowie trasy mam już całkowicie mokre spodnie. Padający intensywnie śnieg tworzy coraz grubszą pokrywę drogi. Ślisko, ciemno, wietrznie, mroźno i ohydnie. Oby jak najszybciej dotrzeć do celu! Nie jest to jednak łatwe. Jadę w tych trudnych warunkach prawie 40 minut. Wszystkiemu winna Friderike - orkan znad Atlantyku. Silny wiatr, burze śnieżne, mróz, grad - paraliż życia w Holandii, w Niemczech. U nas tylko kilkanaście tysięcy ludzi bez prądu, 700 interwencji straży pożarnej, wywrócone tiry i dwa autobusy. Anomalia pogodowe XXI wielu.

Kilka dni wcześniej w czasie likwidacji powalonego drzewa (sumaka octowca - leżał od października na placu na naszym osiedlu) podchodzi do mnie sąsiad i pyta, czy nie miałbym możliwości ścięcia u niego uschniętej wiśni? No to wczoraj piła łańcuchowa, drabina i taczka znowu miały wzięcie - zajęcie. Kilka zgrabnych cięć piłą z drabiny i kilkudziesięcioletnia wiśnia ląduje w częściach w taczce. Tędy droga prosta do garażu, gdzie ładnie złożona w stos czekać będzie jesieni, by przejść przez kotłownię i komin. Same plusy dodatnie: 1/ Jest opał.  2/ Zrobiło się jaśniej.  3/ Jesienią nie będzie tylu liści do zgrabiania. 

Archiwum