Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
piątek, 30 września 2016
AEG

Niemcy mówią, że AEG oznacza Aus Erfahrung Gut i cieszą się, że swej marki. Do niedawna i my tak uważaliśmy. Kupiliśmy więc pralko - suszarkę AEG typ ..... Pełnia szczęścia, normalnie euforia. Radość trwała tylko kilka miesięcy. Sprzęt uległ uszkodzeniu. Już dwukrotnie był Pan z serwisu i niestety naprawa jest bezskuteczna. Zmieniłem więc rozwinięcie skrótu nazwy AEG na Ale Ewidentny Grat. Przykre to, ale takie słabe rzeczy teraz produkują. No bo co to za wykonanie, jeżeli po kilku miesiącach urządzenie się psuje i nawet nie można go naprawić.

19:59, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 września 2016
procedowany draft

Zapisy nie będą procedowane z uwagi na fakt iż mamy uzgodniony draft na jakim została przygotowana umowa.

wtorek, 06 września 2016
piękne kolorowe gazetki

W znanej dużej polskiej firmie zamówiłem okno. Zapłaciłem 100% z góry. Jak to zwykle w Polsce bywa nie udało się go zrobić na czas. W sumie z niewielkim opóźnieniem (4 dni) zaawizowano jego gotowość do odbioru. Pojechałem. Pokwitowałem. Wynieśliśmy je z salonu i wtedy okazało się, że rama porysowana (szkody transportowe), a w środku między szybami zespolonymi znajduje się jakiś piasek – proszek, który luźno przemieszcza się po pakiecie szybowym. Od razu zażądałem nowego okna. Na miejscu nikt nie był w stanie udzielić mi żadnych wyjaśnień. Wściekły wróciłem do domu. Zredagowałem maila, w którym opisałem zaistniałą sytuację i wysłałem go do ścisłego managementu firmy. Zamieściłem też wpis na xylonycie. Wgrałem na bloga dwa zdjęcia. Następnego dnia rano maszyna ruszyła. Zadzwonił do mnie szef produkcji i zaproponował nowe okno już na jutro, czyli w dwa dni. Do tego transport na budowę, ale ponieważ na poligonie 3M nikogo nie ma, to przywiozą do Aligatorni. W sumie to nawet extra. Zostałem mile zaskoczony.

Ale, ale! Dwie godziny później odebrałem ponownie telefon z fabryki okien. Wysunięto żądanie usunięcia wpisu na blogu, bo bardzo się pospieszyłem z dokonaną oceną i rzuciłem negatywną opinię na certyfikowaną firmę (wpis odkrył marketing fabryki okien). No to od razu przypomniały mi się „tamte czasy”, gdy drukowano piękne kolorowe gazetki, a wszystkie wiadomości o wydarzeniach filtrował sztab ludzi, by do władzy na szczycie dotarły tylko te najlepsze i wygodne. Wtedy to krzywe nieustannie rosły, wszystko było najlepszej jakości i niepowtarzalne na świecie, a ludziom żyło się coraz lepiej. Obłuda! Fe! Sądziłem naiwnie jakiś czas temu, że obecnie czasy mamy już inne. Niestety nie! Ciężko jest przyjąć na przysłowiową klatę ciężar porażki i tego, że ktoś wytknął wyprodukowanie ewidentnego bubla. W sumie producent zachował się fair [zaproponował szybkie rozwiązanie problemu, którego tak naprawdę oczekiwałem].

Ugiąłem się i usunąłem wpis na xylonycie. Było to też poniekąd pod wpływem impulsu kolegi z pokoju w pracy, który przysłuchując się mojej rozmowie telefonicznej ostrzegł, że to duża firma i może mnie zniszczyć na drodze prawnej za oczernianie ich, za publikowanie negatywnego wizerunku. No nie wiem, nie znam się na przepisach. Tak myślę, że nie zrobiłem nic złego. Nikogo nie obraziłem. Podkreśliłem fakt, że jak się ma certyfikaty, dyplomy i gratulacje wielkich firm, certyfikat ISO w zakresie zapewnienia jakości, że jak się pisze w internecie o konsekwentnym przestrzeganiu europejskich standardów technicznych oraz rygorystycznym podporządkowywaniu się wymogom certyfikacyjnym oraz że oferuje się produkty o najwyższej, stale kontrolowanej jakości to nie może mieć miejsca taki przypadek, jak przydarzył się mi. Jest to dowód, że nie ma kontroli jakości i wypuszczony z fabryki bubel ujrzał światło dzienne. Czy to może jest na zasadzie: „Będzie dobrze! Może nie zauważy!?” Szkoda, że tak duży nacisk kładzie management firmy na dział marketingu by wyszukiwać negatywnych opinii w sieci, zamiast dopingować kontrolę jakości do efektywnego wychwytywania braków i wad produkcyjnych. A gdzie zaangażowanie ludzi na stanowisku pracy, o którym mówi system zarządzania jakością ISO 9001? Nadal dręczy mnie, że szef produkcji nie przyjmuje mojego określenia na wyprodukowany przez jego fabrykę produkt! Czyż to nie bubel? Jak to nazwać inaczej? Ponoć szkody transportowe nie wpływają na ocenę produktu! Na pewno nie powstały na produkcji, ale są na produkcie i powodują obniżenie jego jakości, eliminację z oferty.

Na koniec jeszcze jedna refleksja. Może inaczej by było, gdyby do fabryki okiem przyjechał inny klient w celu zamówienia 42 typowych okien do trzykondygnacyjnego budynku. Może by się wówczas coś takiego nie wydarzyło. A tu w moim przypadku: jakaś bździna 1.5 x 1.5 ze złotymi szprosami i brązową ramą. Taką „chudzinkę” zbywa się na wstępie. Rozważę, czy nie wrócić do tematu z podaniem nazwy firmy w terminie późniejszym. Nigdy jeszcze nie ustąpiłem i nie ugiąłem się. Ten blog miał być także do piętnowania takich zdarzeń, usuwania twardogłowia i tępienia głupoty, nieuczciwości i cwaniactwa.

17:12, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
Archiwum