Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
czwartek, 30 sierpnia 2012
na szlaku

szyna

20:35, xylonyt
Link Komentarze (3) »
Władysławowo Bar Pod Sosną


schabowy Pod Sosną we Władysławowie

schabowy

pizza Pod Sosną we Władysławowie

pizza

dziwny parking

dziwne ustawienie znaków

Dziwne ustawienie znaków wyklucza prawidłowe zachowanie się kierowcy.

środa, 22 sierpnia 2012
2400 km.

Dzięki Operacji Bałtyk znacznie poprawiła się realizacja planu 4k na rok 2012 (przejechaliśmy 550 km). Dzisiaj minąłem dwa tysiące czterysetny kilometr 2012 roku.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Operacja Bałtyk 2012 - Półwysep Helski

Po całodziennym łowieniu ryb w Piaśnicy – nota bene z opłakanym efektem zerowym – przejechaliśmy  07 sierpnia 2012 do Władysławowa w rejon Statoilu. Tym samym rozpoczynamy II część tegorocznej Operacji Bałtyk – Półwysep Helski. Tu jest extra. Odkrywamy, że Biedronka obok czynna jest przez całą dobę, a więc tani shopping jak najbardziej możliwy. Do morza niedaleko, podobnie jak do ścieżki rowerowej: w prawo do Trójmiasta, w lewo do Helu. Idziemy na wieczorny spacer na plażę – kolejny raz nadzieję, że słońce utopi się w morzu. Niestety nadchodzą wielkie gęste chmury i słońce kryje się za nimi.

Dzień 08-08-2012 wstał słonecznie i w miarę ciepło. Gotuję wodę na kawę. Zjadamy śniadanie. Dziś planujemy pojechać z Władysławowa do Helu, a później po jakimś plażowaniu odbyć trasę powrotną. Szczypiorek nie bierze plecaka, nie zabieramy też piłki – wszystko musi się zmieścić do mojego kuferka. Bidony pełne, zapasowe dętki przytroczone do mojego roweru, linka holownicza wzięta, wszystko gotowe, więc o 8:45 wjeżdżamy na ścieżkę rowerową w kierunku Helu. Pogoda ładna, świeci słoneczko, wieje dość silny zachodni wiatr, co ułatwia nam jazdę. Robimy krótki postój za Juratą przy jakieś ławeczce niedaleko bramy wjazdowej do Helskiej Rezydencji Prezydenta RP, by po chwili pędzić dalej do Helu. Cel osiągamy chwile po 10:30. Dystans przejechany: 33,63km. w czasie 1 godzina 34 minuty i 57 sekund, prędkość maksymalna 33,8kmh, a prędkość średnia dla tego dystansu: 21,0kmh. Gdy przejeżdżaliśmy przez Chałupy i dalej w stronę Kuźnicy co rusz atakowały nas chmary jakiś dziwnych latających muszek. Szkoda, że wybraliśmy się bez okularów, bo trzeba było bardzo mrużyć oczy. W helskim Polomarkecie robimy bieżące zakupy na drugie śniadanie. Z bankomatu Euronetu wypłacamy trochę kasy na dalsze szaleństwa. Przejeżdżamy na skwerek z obeliskiem i tablicą pamiątkową Kaszuba Jana Myślisza (1895 – 1975) i konsumujemy kanapki z wędliną i pomidorem, na deser mamy Affenkartoffeln czyli po polsku banany. Opuszczamy Hel i gdy tylko jest pierwsza możliwość dotarcia do morza, jedziemy na plażę. Przejeżdżamy obok Muzeum Obrony Wybrzeża i dalej przez las aż do starych fortyfikacji z płyt betonowych. Wchodzimy na plażę, obowiązkowa kąpiel i potem plażowanie. Morze nieco się cofnęło, pozostawiając swoiste jeziorko na plaży. Robimy przekop, żeby szybciej napływała nowa morska woda. Nasza zabawa nie trwa jednak długo, bo zaczyna się bardzo chmurzyć. W obawie, że nas zmoczy deszcz skulbaczamy się i jedziemy do Jastarni. Już popołudniu, więc może obiad. Coś mży, ale jakoś jedziemy. Znajdujemy naleśnikarnię. Zatrzymujemy się i jemy naleśniki: ja z pieczarkami i bekonem, a Szczypior na słodko z czekoladą i nadzieniem nugatowym. Pełna cywilizacja – nawet można zapłacić kartą! Ocena naleśników dostateczna i nie ma się nijak do kołobrzeskich. Szczypior dojada jeszcze zapiekanką i jedziemy za Jastarnię na plażę. Pogoda znośna, choć już nie tak ciepło. Po kolejnym plażowaniu kierujemy się w stronę bazy we Władysławowie. Na ścieżce rowerowej spory ruch, wiatr w oczy, ale nic to – i tak wszystkich wyprzedzamy. Przed Kuźnicą osiągamy pod wiatr prędkość maksymalną trasy powrotnej 35,8kmh. Powrót to dystans 38,94km, ale prędkość średnia spadła już do 15,1kmh. Tego dnia pokonaliśmy cały Półwysep Helski (tam i z powrotem) przejeżdżając łącznie 72,57km – największa dzienna ilość przejechanych kilometrów podczas wszystkich edycji Operacji Bałtyk. Dotychczas było to 67,05km z dnia 05-08-2011 na trasie Jastarnia – Władysławowo i z powrotem.

Czwartek 09 sierpnia 2012 wita nas deszczem. Wprawdzie robię sobie poranną kawę, ale nie da się pić przy otwartych drzwiach po kropi. Szczypior jest czujny i potrafi przewidzieć, że nie ma sensu wstawać – leży do 12:00 na wyrku i pozostaje w letargu. Gdy się w końcu przejaśnia, jedziemy do Karwii. Za Władysławowem droga z kostki kamiennej – bardzo ślisko, więc jedziemy poboczem. Przejeżdżające obok auta tworzą straszliwy hałas. Co rusz jakiś samochód wjeżdża w kałużę i chlapie wodą. Raz za razem udaje nam się uciec.  W Jastrzębiej Górze jemy lody & gofry. Na plaży w Karwii przy ujściu rzeki wchodzimy na plażę. Wieje bardzo silny, nieprzyjemny wiatr. Robimy tylko kilka zdjęć i idziemy podziwiać dzikiego kaczora, który nurkuje po ryby. Silny wiatr ułatwia nam jazdę w drodze powrotnej do Władysławowa. Dziś tylko 35,92km. Obiadek jemy Pod Sosną. Wieczorem na pieszo na plażę i maszerujemy daleko aż do Chałupy II. Wracamy lasem wzdłuż torów kolejowych, bo na plaży bardzo zimno.

10 sierpnia 2012 poświęcamy się Juracie. Zaraz za nią skręcamy w  lewo i przedostajemy się na brzeg morza. Pokonujemy teren byłej jednostki wojskowej, a wielkie betowe płyty prowadzą nas do samej plaży. Tu pewnie w latach polskiej permanentnej wojny mogło być miejsce do trenowania desantu. Dziś morze wzburzone, fale wysokie i silnie wieje. Bierzemy kąpiel w zimnej wodzie Bałtyku i w osłoniętym od wiatru padole gramy w piłkę. Szczypior serwuje tak zmyślnie, że przypadkowy starszy pan dostaje prosto w głowę. Na szczęście to też rowerzysta i ma kask na głowie. W drodze powrotnej Szczypior łapie drugą gumę i musimy się zatrzymać na wymianę dętki. Później deszcz chce nas koniecznie zmoczyć, ale chowamy się pod parasolami jakiejś pijalni piwa w Jastarni. Dojeżdżamy do Władysławowa, jemy obiad „Pod Sosną” – pierś z kurczaka, frytki i surówki po 13 zł za porcję. Żegnamy się z morzem i wyruszamy w drogę powrotną. Pierwotnie mamy dojechać tylko do Celbowa, ale tutaj tylko tankujemy i dalej jedziemy aż do Gręblina, gdzie śpimy przez zimną noc.

 
1 , 2
Archiwum