Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
sobota, 23 lipca 2016
hity i nity Bałtyku 2016

Operacja Bałtyk 2016 zakończona. Termin: 08 - 18 lipca. Baza główna: Władysławowo. Zaliczone miejscowości: Sopot, Hel, Krokowa, Jurata, Władysławowo, Chałupy. Ilość dni deszczowych - 1; ilość dni plażowych - 3. Włochaty hit Operacji - Kapselek. Operacja minęła pod znakiem dorsza. Ta ryba była najczęściej zamawiana na obiad.

Wyjazd do Helu.

Zdecydowanie należy jechać tam pociągiem. Przemawia za tym brak korków i nie trzeba się martwić, gdzie na Helu pozostawić auto. Ruch samochodowy po Półwyspie Helskim jest utrudniony w znacznej mierze ze względu na ogromną ilość samochodów i słabą przepustowość. W drodze powrotnej korek przy zjeździe z półwyspu zaczynał się w Chałupach. Pociągiem jedzie się ok. 50 minut. To dlatego, że jest tylko jeden tor i pociągi muszą jakoś się mijać. No i wiadomo kolej mamy nie za szybką. Jakoś jednak daliśmy radę. Z Władysławowa do Helu jechaliśmy pociągiem "Słoneczny Patrol" z Bydgoszczy (Operator Arriva; ceny wyższe od PKP, opóźnienie standardowe, jak to w Polsce). Powrót Przewozami Regionalnymi (w miarę czysto). Chcieliśmy wracać w wagonie piętrowym, ale akurat tego składu nie było.

Marsze wszelakie

Bardzo dużo spacerowaliśmy. Niektóre spacery były bez wyboru. Z naszej bazy na plażę najkrótszy dystans to 2,3 km. Jak nie chcieliśmy jechać samochodem, to już tam i z powrotem to prawie 5 kilometrów. Po plaży - brzegiem morza - też maszerowaliśmy dziarsko. To ma jednak swój wspaniały urok: woda, fale, miękki piaseczek pod gołymi stopami, ciepło, wietrznie - nic tylko iść i iść. Tak robiliśmy po 3 - 4 kilometry. No i potem trzeba wrócić, czyli mamy 6 - 8 kilometrów. 

Jurata 2016

W czasie tegorocznej operacji Bałtyk jedno przedpołudnie poświęciłem na rowerowe odwiedzenie Juraty. 13 lipca 2016 odwiozłem Galopkiem Mysz na plażę do Chałup, a sam wyjętym z niego rowerem Kands pojechałem ścieżką rowerową na wschód wzdłuż Zatoki. Zamiar odległościowy przewidywał 50 kilometrów. Początkowo wydawało mi się, że wystarczy dojechać do Jastarni i już będzie półmetek dzienny, ale niestety dla osiągnięcia celu tegoż etapu musiałem zajechać aż za Juratę. W pewnym momencie zaświtało mi, żeby może dołożyć jeszcze kilka kilosów (bodajże 7) i dojechać do Polomarketu w Helu. Miałbym wtedy zaliczony cały Półwysep Helski po raz czwarty. [Pierwszy raz był w dniu 08-08-2012. Drugi raz dnia 31-07-2013. Trzeci raz w dniu 08-07-2014]. No ale tak się nie stało! :(  W Juracie trochę pokropił deszcz. Zaraz więc zawróciłem i już jadąc pod wiatr dobrnąłem szczęśliwe do Władysławowa, gdzie czekał na mnie Galopek. Efektem jest dystans 50,95 km. Czas jazdy 2h 40 min 29 sek. Średnia ruchu 19,0 km/h. Średnia trasy 18,3 km/h (03:08 min/km); prędkość maksymalna = 32,40 km/h

Jurata 2016 50,95 km

 

Zamek Reda - noclegowa pomyłka

W drodze do bazy we Władysławowie, po wizycie w przyjaznym Sopocie, dojechaliśmy do naszego miejsca na nocleg: Zamek Reda w Redzie. Rezerwacji dokonałem przez Booking.com prawie miesiąc przed wyjazdem. Mieliśmy tu przenocować po odwiedzeniu Sopotu w dalszej drodze do Władysławowa. Kilka dni wcześniej nadszedł mail, że obiekt ma kłopoty z pobraniem należności za nocleg poprzez obciążenie karty kredytowej. Dzwoniłem tam i zapewniłem, że należność uregulujemy po przyjeździe, więc niech rezerwacja pozostanie aktualna. Przyjechaliśmy około 19:00. Z zewnątrz budynek o kilku piętrach nie wygląda najlepiej. Nieco przypomina zamek, ale zamkiem nigdy nie był. Na balkonie jakaś pijana kobieta kłoci się przez telefon że swoim partnerem o to z kim spała poprzedniej nocy, a z kim powinna. Bluźni przy tym nie przebierając w słowach. Autko zostawiamy na pobliskim parkingu. Wejście przez bramę z zaczepem elektromagnetycznym. Dzwonimy domofonem do recepcji. Nikt się nie zgłasza. Czekamy kilka minut, jakiś gość hotelowy przepuszcza nas przez furtkę i wprowadza do środka na hol. Znajdujemy się przy recepcji, która jest zamknięta na trzy spusty. Mam telefon do Obiektu więc dzwonię. Jakaś kobieta odpowiada, że jej teraz nie ma, żebym zadzwonił pod inny numer i poprosił o wpuszczenie do budynku. Odpowiadam, że w budynku już jestem, że czekam na zakwaterowanie. Dzwonię pod drugi numer. Po dłuższym czasie odbiera jakaś kolejna kobieta i oburzonym i zdenerwowanym głosem informuje mnie, że zaraz przyjdzie. Zaraz trwa 15 minut i nic się nie wydarza. Łącznie czekamy prawie pół godziny. Mysz zarządza odstąpienie od tego noclegu. Wsiadamy do samochodu i jedziemy po Władysławowa. Straciliśmy bez powodu godzinę urlopu. Wystawiam negatywny komentarz na Booking.com ale niestety nie zostaje opublikowany. Kilka dni później dzwonię do Booking.com i informuję o całym zajściu. Niech sami zweryfikują to miejsce. Może inni podróżujący nie natną się tak jak my i zaoszczędzą sonie niepotrzebnych emocji.

10:03, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
urlopowy dorsz 2016

Tegoroczny urlop był pod znakiem dorsza. Postanowiliśmy z Myszą, że codziennie na obiad będzie ryba. Tylko raz zrobiliśmy inaczej – skonsumowaliśmy kurczaka z grilla [Całkiem dorzeczny!  Za 20zł we Władysławowie na ul. Hallera w Pizza Max]. Odwiedziliśmy kilka lokali, które oferowały filet z dorsza. W Helu była to Restauracja Armada; we Władysławowie Smażalnia Klipper U Golli (byliśmy tu 2 razy); we Władysławowie także – Smażalnia Ryb Pikling przy Portowej 2 oraz Restauracja Pałacu w Krokowej. Każde zamówienie obejmowało także dodatki: surówki, frytki, warzywa, ziemniaki, itd. Cenami nie będę się zajmować. Przyczyna jest prosta: polskie morze gości turystów przez kilkadziesiąt dni w roku, więc trzeba jakoś zarobić na te pozostałe kilkaset. Według Myszy najlepszego dorsza podano nam w Smażalni Klipper we Władysławowie, najgorszego w Smażalni Ryb Pikling we Władysławowie. Moim zdaniem najsmaczniejszy dorsz był w Helu w Armadzie, a najgorszy w Pikling’u. Jeśli chodzi o dorsza w Pałacu w Krokowej to owszem był smaczny, ale ilość dodatków (uszczknięty brokuł, kawałeczek kalafiora i siedem zielonych groszków) była oszałamiająco znikoma; bardzo dobre były tam ziemniaki z wody z koperkiem i masełkiem.

Armada i najlepszy dorsz na Helu

Miejsce pierwsze: dorsz z Armady w Helu. Świeżutki, chrupiąco wysmażony. Bardzo smaczne surówki. Miła i szybka obsługa. Gorąco polecamy. 

taki sobie dorsz w Krokowej

najgorszy dorsz Operacji Bałtyk 2016

Ostatnie miejsce w naszym dorszowym rankingu: dorsz ze Smażalni Pikling (cieknący starym tłuszczem - może był odgrzewany?) Frytki zimne, surówki niesmaczne i kwaśne. Nie polecamy.

czwartek, 07 lipca 2016
Bałtyk 2016

Doczekaliśmy wreszcie tego dnia! Wszystko spakowane, Galopek gotowy do wyjazdu. Pełny bak paliwa. Jutro wyruszamy. Przejazd do Sopotu. Rodzinne spotkanie z Marysią. Nocleg w Redzie. w sobotę 09 lipca 2016 ponowne powitanie z morzem we Władysławowie. Plan operacji: Hel, Rzucewo - zamek, Krokowa - pałac, plaże w Karwii, Dębkach, Chałupach i Jastrzębiej Górze. Codzienne fotorelacje na xylonytowym flogu.

20:54, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
Archiwum