Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
wtorek, 27 lipca 2010
wyruszamy

Przygotowania są na finiszu. Jeszcze tylko kanapki, potem znieść torby i przypiąć GPSa. Prawdopodobnie około 9:00 wyruszamy na północ. Rozpocznie się kolejny etap operacji Bałtyk: od Darłowa na Zachód. Pogoda odmówiła współpracy, ale może gdzieś po drodze znajdziemy promyki słońca. Szerokiej Drogi!

czwartek, 22 lipca 2010
wszędzie daleko

Wyczytałem w necie, że pewna księżniczka zerwała z głowy swą koronę i rzuciła nią silnie o glebę, gdy zezłoszczona doszła w końcu do wniosku, że wszędzie ma bardzo daleko. Ludzie opowiadali jej co się dzieje za siednioma górami, siedmioma rzekami i siedmioma lasami. Tylko że ona tego nie mogła zobaczyć, a bardzo chciała. Ileż można żyć w takiej czarnej dupie, nawet na zamku i w luksusie? Po prostu nie wytrzymała, zaklęła szpetnie i porzuciła wszystko, chcąc poznać świat i inne okolice.

19:55, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lipca 2010
1500 km.
Zajechawszy pod Real na Piłsudskiego zauważyłem, że na liczniku jest już tysiąc pięćset kilometrów.
Sygma Bank - koniec współpracy

Dzisiaj zakończyłem współpracę z SygmaBankiem. Ogólnie rzecz biorąc jestem z nich bardzo zadowolony. Nic ode mnie nie chcieli, byli elastyczni. Nawet, gdy kiedyś im nie zapłaciłem na czas (bo nie miałem skąd wziąć kasy) nie awanturowali się. Spokojnie poczekali te kilka dni. Wcale nie wykluczone,  że kiedys w przyszłości znów będę korzystał z ich usług. Na razie, póki co, mam jeden problem mniej.

Sygma Banque

22:09, xylonyt
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 lipca 2010
czy tylko ja tak mam?

Odprowadziłem rano Szerszenia do kliniki urazowej na zabieg reanimacji hamulca ręcznego. To przecież prosta sprawa - zostałem zapewniony dzień wcześniej przez właściciela warsztatu na Targowej. Około 14:00 nadeszła radosna wiadomość, że auto gotowe, jest po regulacji i czeka na swojego właściciela. Uzgodniłem, że będę później, bo teraz jeszcze jestem w pracy. Podwiózł mnie znajomy te kilka kilometrów. Uregulowałem całe 20 złotych. Odebrałem kluczyk. Przy zaciągniętym hamulcu, koła tylne ani drgną. Extra. Szczęśliwy opuszczam teren zakładu i nagle głębokim szyderczym uśmiechem wygibuje się przede mną wskazóweczka od poziomu paliwa. Dostrzegam, że śmieje mi się prosto w oczy, bo za chwilę silnik zdechnie z braku papu. Aż ty nieokiełznana poczwaro! – pomyślałem sobie – i dalej na Neste. Tutaj podchodzi do mnie gość i prosząc o rozmienienie 50zł opowiada, jak to pół godziny wcześniej wskazóweczka wskaźnika paliwa z jego Skody zatańczyła przed nim triumfalne flamenco, a autko stanęło tuż za skrzyżowaniem z Tymienieckiego. Facet nalewa kilka litrów wachy do plastikowej bańki, a ja deklaruję mu pomoc w podwiezieniu do jego wraka. Wysadzam go. Dalej jadę sobie przy włączonej Esce Rock, ale coś mi trochę śmierdzi. Po wjechaniu do garażu felgi nie daje się dotknąć, bęben jest czerwony, a plastikowy kapsel topi się niczym masło ma patelni. Chwytam telefon i bańkę z wodą. Dzwonię do warsztatu i polewam koło wodą. Bucha para, a mechanik wyzywa mnie od marudy i upierdliwca. Doradza przyjechać jutro. Tłumaczę mu, że jutro Szerszeń ma już być daleko, więc naprawa musi się zakończyć dzisiaj. Jadę ponownie kilka kilometrów. Facet klnie jak szewc i wyzywa wszystkich i wszystko dookoła. Składa mi deklaracje zwrotu kasy i oświadcza, żebym więcej nie przyjeżdżał. Noż kjm! To co? Może ja jestem temu winien, że on nie potrafi podciągnąć hamulca ręcznego! Aż ty w mordeczkę, w kółko golony fludynie! Zagotowałem się! Czy tylko ja tak mam?

18:54, xylonyt
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum