sobota, 28 stycznia 2012
200 km.
Wczoraj rano tęgi mróz -9°C więc po raz pierwszy przyodziałem kominiarkę. Jechało się extra, choć troszkę zmarzły mi stopy i uda. Nic to jednak dla mnie nie znaczy. Jadąc Rzgowską w kierunku pierwszym minąłem dwusetny kilometr 2012 roku.
czwartek, 26 stycznia 2012
dlaczego gadam głupoty?
wtorek, 24 stycznia 2012
TALVI 2012
kolorowe kanapeczki
Naprawdę trzeba kogoś bardzo kochać, żeby mógł zjeść takie wspaniałe kolorowe kanapeczki. Inna sprawa, że głodny musi sobie na nie w sposób szczególny zasłużyć.
niedziela, 22 stycznia 2012
zdechł hydrofor
Niedawno pisałem o nieszczęściach, które uwielbiają łączyć się w pary, by móc bardziej pogrążyć ludzi, których dotyczą. Wtedy miałem na myśli samochody, które nagle doznały poważnych awarii. W piątek mieliśmy zdarzenie hydrauliczne: żywota swego wyrzekł się hydrofor, który w służbie Jaśnie Wielmożnego Pana Dadandela był od maja 2008 roku. Swym postanowieniem dołączył do bojlera, który tuż przed minionym Sylwestrem nagle przestał grzać wodę, a dodatkowo spowodował zwarcie i zanik prądu w całym Xylonytowie. Z jego wyczynku mógł się ucieszyć jedynie SygmaBank, bo musiałem aktywować kartę Praktikera, by kupić nowy taki sam bojler Bianca. Na marginesie tej akcji zastanawiam się, jak można dać imię Bianca bojlerowi? No widać można! Mam teraz dwa tygodnie na kupno nowego hydroforu. Najlepiej by było, żeby był taki sam. Wtedy nie musiałbym przebudowywać instalacji, a wszystkie rurki, złączki i kolanka pozostałyby niezmienione. Po prostu podłączę go w tym samym miejscu jak dotychczas. Życie bez wody nie jest proste. Pojechałem po wodę pitną do gospodarza we wsi, a do innych potrzeb nanosiłem wody z Pilicy. Niby wszystko zorganizowane i do wszystkiego woda była, ale te wanienki, baniaczki, konewki i kubeczki trochę działały mi na nerwy. To przelewanie, noszenie i kapanie powodowało błoto i mokre plamy. Najgorzej wypadło wiadro od mopa - no ani razu nie udało mi się spłukać sedesu, żeby nie rozlać wody na płytki.
czwartek, 19 stycznia 2012
jajowar
Obietnice trzeba spełniać zwłaszcza wtedy, gdy zrealizują się czyjeś marzenia. Od dawna planowałem kupić Myszce urządzenie do gotowania jajek, czyli jajowar. "Jajowar" - jakież to śmieszne złożenie słów? Podoba mi się. Jak zawsze musi stać się coś, bo nie może być normalnie, czyli bez przygód. Po wyjęciu maszynki z kartonu okazało się, że nie ma kubeczka do odmierzania ilości wody, którą trzeba nalać odpowiednio do tego czy jajka mają być na twardo, czy na miękko. Nic to! Obejdzie się bez kubeczka! Mysz rozpoczęła eksperymenty. Mieliśmy jajko na twardo, na półtwardo, prawie na twardo, miękko na trzy czwarte i w końcu po wlaniu półtorej łyżki stołowej wody udało się jajko na miękko (takie trzyminutowe). Pełna euforia. Następnego dnia rano do śniadania zrobiliśmy... jajka, wieczorem do kolacji w ramach testu i zachwycenia urządzeniem miały być... jajka, ale jednak stanowczo odmówiliśmy. Dziś dzień krokietowo - pasztetowy, maszynka do jajek w odstawce, ale jak zapewnia Myszka nie na długo. Pan Roman K. z Jaworzna zapytuje: czy można jajka trzymać w lodówce? Odpowiedź redakcji: Tak, można! Ale nie wiemy jak Pan zamknie lodówkę. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
JEDNYM SKOKIEM
ŚWIAT XYLONYTU
![]()
|