środa, 08 lutego 2012
300 km.
O godzinie 7:45, jadąc Kilińskiego w kierunku drugim, tuż za skrzyżowaniem z ulicą Dąbrowskiego minąłem trzysetny kilometr 2012 roku. gdyby nie było jutra
Pojechałem do Pekao SA wpłacić pieniądze na konto FSM. Na sali operacyjnej sześć kas, ale czynna tylko jedna. W kolejce stoi kilka osób. Wszyscy są spokojni, ale co pewien czas zdaje się słyszeć głębokie westchnięcie. Sytuacja staje się nerwowa, gdy kolejna osoba przy okienku dłuższy czas od niego nie odchodzi. Może załatwia coś skomplikowanego? Pewien jegomość odlicza banknoty stuzłotowe - taką pokaźniejszą ilość. Środkiem sali przechodzi jakaś pani - chyba ktoś ważny, bo ubrana w żakiet, a w obu rekach telefony. Zatrzymuje się na chwilę i pyta: "Wszyscy Państwo do kasy?" Z ust rozwścieczonego klienta, który właśnie wybuchł, pada natychmiastowa odpowiedź: "Nie, ja czekam na budyń z bitą śmietaną!" Zgromadzeni ludzie kładą się ze śmiechu, a pani kierowniczka pośpiesznie oddala się na zaplecze. Gdyby nie było jutra, nie musiałbym tego doświadczyć.
niedziela, 05 lutego 2012
zmiana planu
Gdy pisałem o przymiarce do TALVI 2012 nie miałem pojęcia o nadchodzącym wyżu kontynentalnym z dalekiej północy Rosji (z tamtąd nigdy nie nadchodziło nic dobrego). Jest tak chłodno (nocą nawet -25°C), że plan operacji uległ zmianie. Przede wszystkim odwołaliśmy piątkowy wyjazd. Nie ma sensu ogrzewać dwa domy. Podkreślić trzeba, że ogrzewanie jest w obecnym czsie bardzo poważną sprawą. Palenie rozpoczynam(y) tuż przed 6:00, a kończę(ymy) chwilę po północy. Do rana i tak bardzo się ochładza. Tęgi mróz nadszedł do Polski we wtorek i jest już dzisiaj piątą dobę (jak u siebie). Pasowałoby, żeby już sobie poszedł - niech zmieni go jego mniejszy brat Mrozek (taki max. do -5°C). Do tego wszystkiego nie ma grama śniegu, więc ziemia zmrożona. Martwię się o borówki, czy czasem nie zginą przez te anomalia pogodowe. Najpierw w grudniu było nawet +15° - tak że zakwitły stokrotki i dookoła pojawiły się pąki, a teraz 40 stopni chłodniej i wszystko może trafić szlak. Oby nie! Mysz przeziębiona - wybychło jej gardło. Jedzie na prochach: zinat, pyralgina, witamina C, krople Xylo... i psikacz do gardła. Trzy dni w gorączce. Chyba coś wirusowego, bo zbytnio nie odpuszcza i częściowo przeniosło się do zatok. Szczypior poszedł właśnie do apteki. Aspirin C Bayera zawsze pomagało - pamiętam czasy, gdy kupowało się ją za dolary w kosmicznej cenie. Skuteczność tych pastylek była jednak przeolbrzymia, co decydowało o zakupie. Dzisiaj też je będziemy używać, mając nadzieję na szybki powrót do zdrowia. Popołudniu raut z okazji urodzin Myszy. Prezenty i kwiaty (białe róże) były już wczoraj, bo Dziunia nie mogła już wytrzymać. Dziś rano jeszcze raz ucałowania i uściski. Wszystkiego najlepszego od całego A-Teamu.
sobota, 28 stycznia 2012
200 km.
Wczoraj rano tęgi mróz -9°C więc po raz pierwszy przyodziałem kominiarkę. Jechało się extra, choć troszkę zmarzły mi stopy i uda. Nic to jednak dla mnie nie znaczy. Jadąc Rzgowską w kierunku pierwszym minąłem dwusetny kilometr 2012 roku.
czwartek, 26 stycznia 2012
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
JEDNYM SKOKIEM
ŚWIAT XYLONYTU
![]()
|