Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
Blog > Komentarze do wpisu
pożegnanie Baltusia część 5

Mieliśmy we wrześniu 2014 roku poważną rewolucję mieszkaniową. Jedne dzieci przenosiły się na dół, drugie wprowadzały na poddasze. Wraz z nimi pościel, ubrania, wyposażenie, a nawet drobne mebelki. Jednocześnie na poddaszu trwało nowe rozmieszczanie szafek i wyposażenia. Wszystkiemu przyglądał się z zaciekawieniem Baltuś, ale jak to zwykle u kotów bywa szybko się znudził tym harmiderem. Wszedł na górę, wskoczył na łóżko, przeszedł po nim do szafki, w której w tym momencie nie było górnej szuflady. Położył się w dolnej szufladzie i usnął. W tym czasie uporządkowana górna szuflada z nową zawartością powróciła na swoje miejsce. Nie wiedzieliśmy jednak, że Baltek jest w tej dolnej. Prace związane z przeprowadzką trwały jeszcze kilka godzin. Gdy wszystko było już na swoim miejscu i wrzawa ucichła dzieci poszły do siebie, a my usiedliśmy w salonie przed telewizorem. Zaraz tez przyszedł Booss i zajął swój fotel, a Baltka nie ma. Zainteresował mnie Jego brak i zacząłem nawoływać kici-kici. Zajrzałem tu i ówdzie. Kota nie ma. W poszukiwania włączyli się wszyscy domownicy. Baltka nie ma! Czarny scenariusz był taki, że drzwi na klatkę były otwarte, Kot wyszedł z mieszkania i schodami zszedł na podwórko, gdzie spotkał się z Alfredem, który Go pogonił. No to akcja poszukiwawcza przeniosła się na ogródek, ulicę, do piwnicy, garaży i do letniej kuchni. Nie ma Kota. Rozpacz wielka. Dziewczyny już płaczą. Zdecydowałem jeszcze raz przeprowadzić swoisty checking możliwych miejsc. Zaczęliśmy od szafek na poddaszu. No i tu sukces: Odnaleziony Kot w dolnej szufladzie szafki stojącej przy łóżku. Nikt do tej szuflady nie zajrzał - założenie było takie, że skoro nie da się tej szuflady wysunąć, bo przeszkadza łóżko, to na pewno nie ma tam Kota, no bo jakby miał tam wejść? A jednak jakoś tam wszedł!! Napędził nam wtedy takiego stracha, że do dziś jeszcze pamiętamy te sceny rozpaczliwego nawoływania.

Teraz już usnął na zawsze. Jest za Tęczowym Mostem. Razem ze swoim Przyjacielem Boossikiem. Tu na Ziemi też są razem. Napisałem Baltusiowi EPITAFIUM:

Zamykam oczy i Cię widzę
Mój liliowy Towarzyszu.
Mych łez wielu się nie wstydzę.
Spoczywasz w leśnym zaciszu.
 
Nie ma już Twojego cienia,
Czterech łapek, złotych oczu
Pyszczka, wąsów i mruczenia.
Śpij w spokoju na uboczu.
 
A gdy kiedyś czas nastanie
Wrócisz do mnie  w innym futrze
I odpowiesz na pytanie:
Kto mi moje łezki utrze?
 
Byłeś mym wspaniałym Kotem,
Miałeś wszędzie Fanów wielu,
Byłeś Skarbem, Byłeś Złotem,
Żegnaj Drogi Przyjacielu !
 

Rozstanie boli, ja wiem najlepiej... ale ten ból jest niekwestionowanym dowodem wielkiej miłości do Baltusia... :( Kiedyś na pewno przyjdzie czas na nową kocią miłość, ale to nie znaczy, że tamtą kocią miłość zastąpię nową... bo nie da się zastąpić żadnej miłości inną miłością. Każda miłość jest wyjątkowa, inna, niepowtarzalna, a przez to właśnie najpiękniejsza na świecie. Kiedy odchodzi ukochany futrzak robi się w życiu cholernie pusto... Pozostają jedynie wspomnienia milutkiego futerka, psot, słodkiego pyszczka, rozkosznego miauczenia, mruczenia, nawet prychania i fochów. Póki te wspomnienia będziemy w sobie pielęgnować to tak, jakby ukochany kot był wciąż obok nas.

koniec

czwartek, 03 sierpnia 2017, xylonyt

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: