Nie ma szarości! Jest tylko białe i czarne!
Blog > Komentarze do wpisu
pożegnanie Baltusia część 2

Baltuś był pięknym liliowym Brytyjczykiem krótkowłosym. W tajemnicy przede mną do Bydgoszczy pojechała po niego Dziunia z Bennym. Wszyscy domownicy obawiali się, czy nie zacznę dociekać dlaczego nie ma Szerszenia na noc w garażu. Pierwszą noc w Łodzi spędził Mały u rodziców Bennego. To był 22 kwietnia 2011 roku. Następnego dnia rano ok. 6:00, gdy jeszcze spałem, postawiono mi to Maleństwo na klatce piersiowej. Dotknąłem delikatnie ręką i poczułem miłe kocie futerko. Zaraz potem cichy pisk (taki typowy dla małych kociaków). Od tamtej pory trwała Jego przygoda. Wspólne zabawy, pieszczoty, wyjazdy do lasu.

Las to był Jego świat. Bardzo lubił tam być. Martwiliśmy się o Niego bardzo, bo zbyt często i nader daleko oddalał się od domu, wychodząc nawet poza ogrodzenie. Pewnego razu przeszedł przez drogę i pod siatką ogrodzenia zagościł na sąsiedniej działce. Wołałem Go, prosiłem by wrócił - bez rezultatu :(  Musiałem przejść przez bramę, by Go złapać. Nie uciekał za specjalnie, więc wkrótce Go schwyciłem. Tylko jak teraz wrócić? Skoro w jednym ręku trzymam kota, to mam ograniczone możliwości przeskoczenia przez bramę. Włożyłem Go sobie za pazuchę i rozpocząłem wspinanie się na bramę. Udało się wejść, ale nie mogąc okręcić się na brzuch, żeby zeskoczyć, zastygłem tak na wierzchu bramy na dłuższą chwilę. Prawie bym spadł. Musiałem skakać z wysokości ponad 2 metrów. O!!! Wtedy byłem na Baltka zły. Oberwało mu się.

Nie za wiele Go to nauczyło. Przeszedł między sztachetkami do innego sąsiada, a tam dwa psy!!! Miał wiele razy mówione, żeby nie przechodzić na drugą stronę, bo psy kotów nie lubią, a ich Pan też za kotami przepada. I co? I nic. Poszedł i to daleko wkroczył na obce terytorium. Jeden pies Go zauważył, więc Baltek w nogi. Do płotu było jednak za daleko. Musiał ratować się wejściem na drzewo, gdzie spędził dobrą godzinę. W końcu małe łapki nie wytrzymały tak stać i stać w jednym niewygodnym przecież miejscu. Zdesperowany kot zeskoczył z drzewa i ruszył w stronę własnych włości. Psy za nim. Ja za płotem wydałem przeraźliwy okrzyk wojenny, co odstraszyło psy, więc Baltek mógł bezpiecznie wrócić. Znowu reprymenda i ochrzan. Przez jakiś czas był spokojniejszy.

Ja & Szczypior pojechaliśmy na naszą operację Bałtyk, a Baltuś z Pańcią i Boossem na działeczkę. Wkrótce powzięliśmy wiadomość, że Baltek próbował wskoczyć z dachu tarasu na parapet okna sypialni. Parapet jednak zbyt mały, więc się łapki z kotem nie zmieściły i skoczek zjechał po fasadzie budynku aż w pelargonie co w skrzyneczce pod oknem od kuchni rosły. Obił się bardzo i zdarł skórę na nosie. Płakał jak dziecko. Choć tego nie widziałem, to do dzisiaj smutek wielki ściska moje serce.

Przeżyliśmy wspólnie trzy poważne remonty. Remont salonu, poddasza i łazienki. Baltek dzielnie znosił trudy kurzu budowlanego. W czasie nakładania gładzi gipsowej musiałem Mu nawilżać nosek, bo miał strasznie zaschnięty i pokryty białym pyłem. Nie bał się łomotu usuwania ścian, skuwania kafelek i zrywania parkietu. Zamykaliśmy Go trochę w sypialni, żeby się futerko zbytnio nie ukurzyło, ale on i tak przychodził do nas i nadzorował wszelkie roboty. Lubiłem Go bardzo i tuliłem tą moją Śnupkę, a On odwzajemniał się głośnym mruczeniem.

cdn.

czwartek, 20 lipca 2017, xylonyt

Polecane wpisy

  • sezon grzewczy 2017/2018

    W tym roku niezwykle wcześnie, bo już 06 września zainaugurowałem sezon grzewczy 2017/2018. Od kilku dni pada deszcz, zrobiło się chłodno. Nie ma co czekać, trz

  • wakacyjne eskapady Bałtyk 2017

    W te wakacje byliśmy bardzo aktywni ruchowo. Mało łaziliśmy po plaży, a to dlatego, że wiał od morza bardzo silny, zimny wiatr. Siłą rzeczy dużo czasu spędziliś

  • U Macieja w Rowach

    W czasie pobytu nad morzem nie sposób obejść się bez ryby. W ubiegłym roku testowaliśmy dorsza w różnych nadmorskich miejscach. Poznaliśmy także nieznany dotąd

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: